środa, 30 lipca 2014

Rozdział 16

- Kup jeszcze mleko, dobrze?
- To wszystko? - Spytałam patrząc na przeglądającą szafki kuchenne babcię, która sprawdzała co trzeba kupić.
- Tak. To wszystko. Masz tu pieniądze. - Powiedziała podając mi pieniądze. - Reszta dla ciebie.
Jak zawsze.
Założyłam buty i wyszłam z domu.
Z Harrym nie rozmawiałam od dwóch dni czyli od naszej ostatniej rozmowy.
Zdziwiło mnie wyznanie Harry'ego.  
"Może tego nie widać ale jestem typem, który bardzo przeżywa to, że coś się nie uda, nie powiedzie, komuś się nie spodoba."
Dla niego jest ważna opinia innych? Myślałam, że się tym nie przejmuje. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. 
- Aż tak źle masz w życiu?! Zawsze jesteś taka uśmiechnięta a przychodzi co do czego to się  tniesz?! Jesteś chora! Opętana ! Jesteś jak twój ojciec ! - W głowie zabrzmiały mi słowa mamy. 
Mimowolnie zacisnęłam zęby i powstrzymałam łzy przed wypłynięciem.
Jesteś jak twój ojciec.
 Jestem jak on ? Naprawdę tak mnie spostrzega ? Jako kłamce ? Oszusta ? I egoistę który nie dba o uczucia innych ? Naprawdę jestem aż tak zła ?
 Nie chcę być jak on. Nie chcę być spostrzegana jako osoba której nienawidzę. Ojca sobie nie wybierałam. Matki też. W ogóle nie prosiłam się na ten świat.
Więc dlaczego? Dlaczego mają o to do mnie pretensje ?
A Harry ?
Może on też z pozoru wydaje się szczęśliwym nastolatkiem, który nie przejmuję się zdaniem innych a tak naprawdę bierze to wszystko do siebie. Boli go zła opinia innych na jego temat...
Zawsze starał się być silny. Pokazywać wszystkim dookoła, że go nic nie rusza. Tylko ja wiedziałam, że jest wrażliwy. 
Może jest taki jak ja ?
Może także nosi 'maskę'
"Chcę żebyś mnie poznała takiego jaki jestem na prawdę. Nie słuchała tego co ludzie mówią. Chce żebyś miała swoje własne zdanie o mnie."
 Tak zrobię. Zamierzam pozbyć się jego maski i odzyskać mojego Harry'ego.



*

Z pełnymi siatkami wyszłam ze sklepu i ruszyłam w kierunku przystanku.
Jęknęłam gdy zobaczyłam, że autobus odjechał pięć minut temu a kolejny przyjedzie dopiero za godzinę. Postanowiłam zajrzeć do wypożyczalni DVD.
Tak więc przeszłam na drugą stronę ulicy i po niecałych dziesięciu minutach byłam na miejscu.
Gdy mama przechodziła rozstanie często przychodziłam tutaj z dziadkiem. Zawsze mogłam wypożyczyć co i ile chce.
Tak więc za każdym razem wychodziliśmy z samymi bajkami.
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
Brakuje mi go.
Spacerowałam między półkami w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego filmu.
W oczy rzuciła mi się okładka filmu "Dirty Dancing".
Szybko chwyciłam film i przytuliłam do piersi jakby był najcenniejszym skarbem na świecie.
Prawdę mówiąc jest. Przynajmniej dla mnie.
Tak więc chciałam się udać z moją 'zdobyczą' do kasy. Odwróciłam się i wpadłam na coś. Myślałam, że to półka z filmami ale okazały się to czyjeś plecy.
Płyta wypadła mi na podłogę na co jęknęłam i schyliłam się by ją podnieść.
Chwyciłam ją i spojrzałam na ciężkie, czarne buty przede mną. Podniosłam głowę zauważając charakterystyczną burzę loków.
Harry patrzył na mnie z góry przegryzając dolną wargę.
Cholera.
I pomyśleć, że całowałam te usta.
Nie ! to był błąd.
Potrząsnęłam głową pozbywając się z niej zbędnych myśli i wstałam prostując sylwetkę.
Po raz kolejny spojrzałam na Harry'ego. Patrzył na mnie tak intensywnie a jednocześnie z tym psotnym błyskiem w zielonych oczach.
Jezu...
- Cześć ? - Powiedziałam niepewnie.
Chłopak mrugnął dwa razy jakby wybudzając się z jakiegoś transu czy coś.
- Cześć. Co tu robisz ? -
- Wypożyczam film jak widać. 
Pokazałam mu pudełko.
- " Dirty Dancing" ? - Spytał marszcząc brwi.
- Nie oglądałeś ?!
To niemalże zbrodnia.
Chłopak tylko pokiwał głową. Westchnęłam.
- To najlepszy film na świecie !
- Oglądałaś go?
- Głupie pytanie. Jasne, że tak!
- To czemu chcesz go oglądać jeszcze raz ?
- Bo kocham ten film. I mimo tego, że oglądałam go już tysiąc razy to obejrzę go kolejne tysiąc i nigdy mi się nie znudzi.
Chłopak uśmiechnął się.
- Obejrzymy razem ? - Spytał.
Teraz to ja byłam w szoku.
On - Harry Styles. Wielki 'Bad boy' chce oglądać jakieś tam romansidło ?
- Ty... chcesz ... ale... - Nie mogłam ułożyć zdania.
Harry zachichotał.
- Skoro to taki dobry film jak mówisz to chcę go obejrzeć.
- Okej. - Zgodziłam się z uśmiechem. - Ale i tak jestem pewna, że nie dasz rady wytrzymać nawet dziesięciu minut.
Chłopak prychnął.
Potrafię wytrzymać o wiele dłużej. - Puścił mi oczko.
Mrugnęłam. Czy to miało jakieś podwójne znaczenie? Nie. Zdawało mi się. - Ale pod jednym warunkiem...
No oczywiście. A jakże by inaczej. Mogłam się tego spodziewać.
- Aż boję się spytać. Jakim ?
- Obejrzę te twoje romansidełko, ale ty też obejrzysz film, który ja wybiorę.
- Okej. -Powiedziałam bez zastanowienia.
- Na paluszek ? - Spytał pokazując małego palca u prawej ręki.
Uśmiechnęłam się na wspomnienie kiedy zawsze tak robiliśmy gdy coś sobie obiecaliśmy. Zawsze.
- Na paluszek. - Zacisnęłam swoim małym palcem jego palec.
Harry uśmiechnął się jak rekin a w jego oczach błysło coś wręcz szatańskiego.
Nie. Na pewno mi się przewidziało.
- Idź wybierz film. - Powiedziałam. - A właśnie ! U mnie nie obejrzymy.
- U mnie. - Powiedział. - A film mam. Daj pomogę ci.
Zabrał ode mnie kilka siatek z zakupami tak, że mi zostały tylko dwie najlżejsze i poszliśmy wypożyczyć filmy. Niestety nie zauważyłam filmu Harry'ego.
Co jeśli to Spider-Man ? Albo co gorsza - jakiś horror? Nienawidzę horrorów.
 Raz oglądałam. Przez dwa tygodnie spałam przy zapalonym świetle i ze słuchawkami w uszach. Nigdy więcej. Nie dziękuję.
- Dzięki za pomoc ale zaraz mam autobus. -Powiedziałam chcąc zabrać zakupy.
Chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę po czym prychnął i dalej szedł przed siebie.
- Harry ?
- Podwiozę cię. - Powiedział. Po chwili zatrzymał się przed czerwonym cudeńkiem.
Otworzył bagażnik i włożył do niego zakupy.
Byłam w takim szoku, że nie mogłam ruszyć się z miejsca.
Harry otworzył drzwi od strony pasażera i spojrzał na mnie podnosząc brew w pytającym geście.
- Przecież to Triumph TR4! Naprawdę to twój samochód ?!- Krzyknęłam praktycznie śliniąc się na widok pięknego samochodu i dzikiej mocy o której wiedziałam, że kryję się pod maską. 
Uśmiechnął się.
- Tak. Jestem z niego dumny. Padł dzisiaj tylko na dwóch światłach.  - Uniósł dwa palce.
- Padł?
Podrapał się za uchem i spojrzał w niebo. 
- Nie ustawiłem dobrze jej rozrządu. A może nie założyłem dobrze jej nowych świec. Nie jestem pewien. 
Westchnęłam.
- Mogę spojrzeć? - Spytałam. Zostawiłam zakupy na chodniku i podreptałam do samochodu. 
Trochę wiedziałam o samochodach. Często pomagałam dziadkowi. Pracował jako lekarz ale też w czasie wolnym jako mechanik samochodowy. Ratowanie ludzi i samochody to były jego dwie pasje.
Także moje pasje. 
Kiedy dotarłam do samochodu, zamarło mi serce. Beżowa, skórzana tapicerka była totalnie zniszczona. 
- Co z nim zrobiłeś?! - Ryknęłam i odwróciłam się do Harry'ego który cofnął się o dwa kroki z niknącym uśmiechem.
- Był taki gdy go dostałem.
- I tak go zostawiłeś ? Ile go masz ?
Harry zakołysał się biodrami do tyłu i spojrzał na czubki swoich białych Conversów. 
- Uch... około dwóch...
- Dwóch tygodni?
- Uch... - Pokręcił głową.
- Dwóch miesięcy?
Harry odchrząknął.
- Dwóch lat. - Powiedział cicho.
Uderzyłam go w pierś 
- Jak mogłeś? To bezcenne dzieło sztuki a ty traktujesz go jak śmieć.
- Jak śmieć? Nie, nie jak śmieć. Jest moją dziecinką. - Poklepał czule drzwi.
- Twoja dziecinka? Wkurza mnie to jeszcze bardziej - Okrążyłam przód samochodu i podniosłam maskę.- Jeżeli silnik wygląda tak źle, jak wnętrzem to wydrapię ci oczy.
Harry zakrył oczy obiema rękami.
- Och, Boże - Jęknęłam gdy próbowałam zrozumieć jak można zrobić taką krzywdę samochodowi. - Czy to? Czy to... wieszak trzyma gaźnik?
- Próbowałem ją naprawić. - Powiedział Harry, wciąż chroniąc swoje oczy dłońmi.
Wyglądał śmiesznie. I w jakiś sposób uroczo. Uśmiechnęłam się do siebie i
podparłam maskę metalowym prętem - kolejny wieszak.
- Jesteś pewien, że to właśnie ty powinieneś próbować go naprawić?
- Mam instrukcję naprawy dla tego modelu. - Powiedział.- Bardzo dobrą.
- Będziemy musieli dojść do tego, jak wyprostować tą katastrofę.
Odsunął dłonie od oczu.
- Będziemy musieli?
- Jeżeli chcesz, to pomogę ci ją przywrócić do życia. Chociaż nie zajmuję się wnętrzami.
Wahał się.
- Masz lepszy pomysł?- Zapytałam, przesuwając palcem wzdłuż boku silnika znajdując sączący się olej. Rozwalona uszczelka pod głowicą.
Cudownie. 

Westchnęłam. ciężko. Co za biedny samochód. Jak mógł twierdzić, że była to jego dziecinka?
Harry stanął obok mnie, patrząc na całkowicie spieprzony silnik.
- Kiedy odholowałem ją do mojego domu z rupieciarni, to obiecałem sobie, że wszystko sam w niej zrobię. Teraz działa - spojrzał na mnie.- Czasami.
- Jestem zaskoczona, że w ogóle odpala.
Zarumienił się i spojrzał na ulice. 

Spojrzałam na niego zdumiona. Nie był taki słodki dziesięć minut temu, prawda? Może mogłam mu się przyjrzeć lepiej, dlatego że był tak blisko. I dobrze pachniał. Nutka skóry i wody po goleni i coś całkowicie męskiego. Nagle zachciałam, by mnie zauważył. Jako kobietę. Nie dziewczynkę jaką zapamiętał.
Odsunęłam się na bok i otarłam się o niego ramieniem, udając, że to przez przypadek. Nie odsunął się, ale też nie zwiększył między nami kontaktu.

To dobry znak, prawda?
Jezu... co we mnie wstąpiło?
- Możesz dotrzymać tej obietnicy. Jeżeli ci pomogę. - Powiedziałam.- To ty odwalisz całą robotę. Będę cię tylko nadzorować.
Jego jasny, szczery uśmiech zrobił coś dziwnego z moim sercem. Poszybowało do góry i zatrzepotało w moim gardle lub jego okolicy.
- Brzmi to jak plan, Ron.
Jego ręka zsunęła się na dolną część moich pleców. Dreszczyk przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa.
- Nie spodziewałem się, że zgłosisz się na ochotnika, by mi pomóc. - Powiedział.- Jaką zapłatę byś chciała w zamian za pomoc?
Jego kciuk potarł okrężnymi ruchami podstawę mojego kręgosłupa. Zaparło mi dech w piersiach.
Odsunęłam się od niego nieco. Nie, aby umknąć jego objęciu, ale by być... mniej pochłoniętą przez niego. Był ode mnie wyższy o głowę, co sprawiało, że czułam się mała.
- Uch, co masz na myśli?- Zapytałam bez tchu.
- Mogę sprawić, że poczujesz się tak dobrze. - Mruknął a przez jego niski głos dostałam gęsiej skórki wzdłuż boku szyi.

O, mój Boże !










________________________________

Hej ! 
wow wow wow
I jak myślicie, Veronica się zgodzi na jego propozycję ?

 
Mam nadzieję, że podoba wam się nowy wygląd bloga :)
 
Rozdział napisałam w moje urodziny xd
(  które były wręcz cudowne - czujecie ten sarkazm ? )
 
Nowy nie wiem kiedy się pojawi z powodu tragedii w mojej rodzinie. Więcej nie mówie...
Tak więc dziękuję za dotychczasowe komentarze i mam nadzieję na więcej i więcej bo wiem, że umiecie. 
 Szczególnie gdy widzę ile jest wejść. 
A komenatrzy malutko. Ledwo dwa pod każdym rozdziałem :C 
Ale mam nadzieję, że to się zmieni.
Liczę na was ! 
Do następnego...  x


 
 











piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 15


Od dwóch dni nie wychodziłam z domu ani nie odbierałam telefonu, który dzwonił jak szalony.
Nie miałam odwagi aby się z kimkolwiek spotkać.
Wstydzilam sie.
Harry na pewno wszystkim powiedział, że paradowałam nago po pokoju jak jakaś obłąkana idiotka.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Veronica ? - Zawołał Matt. - Suzanne chce z tobą porozmawiać.
- Powiedz, że mnie nie ma. Powiedziałam wracając do czytania książki.
W ogóle nie wychodziłam z łóżka. No bo po co ?
Usłyszałam oddalające sie kroki a po chwili jakieś krzyki.
Nie słyszałam dokładnie.
Po chwili krzyki robiły sie coraz głośniejsze.
- Veronico Mary Anderson ! Wiem, że tam jesteś! Otwieraj do cholery!
Ja pierdole. To Suz.
Zaczęła walić w drzwi tak mocno aż miałam wrażenie, że ściany tego nie wytrzymają.
- Otwórz te cholerne drzwi!
Pali sie ?
Wstałam i leniwym krokiem podeszłam do drzwi.
Otworzyłam je i zostałam popchnięta na bok gdy Suz weszła do pokoju.
- Nie wyglądasz na chorą ani na umierającą więc powiedz co się stało, że olałaś wszystkich i zaszyłaś się w pokoju odizolowana od świata.
Na moje policzki wkradł sie rumieniec.
Zrobiło mi sie trochę głupio.
- Nie wiesz ? - Spytałam.
Blondynka zmarszczyla brwi.
- Niby o czym ?
- Harry, um... on...
- On co?
- Widział mnie nago. - Powiedziałam tak szybko, że nie byłam pewna czy dziewczyna zrozumiała co powiedziałam.
Zmarszczyła brwi zastanawiając się chwilkę ale gdy rzeczywiście do niej to dotarło wybuchła śmiechem spadając z łóżka na którym siedziała.
Teraz to ja zmarszczyłam brwi.
Bo niby co było w tym takiego śmiesznego do cholery?
- I to jest ten powód ? - Wydusiła z siebie.
- No tak. Nie pokażę mu się nigdy więcej na oczy.
- Mnie też widział nago. Harry widział dużo kobiet nago.
- Och . - To jedyne co byłam w stanie powiedzieć.
Suz zachichotała.
- Ale to nie znaczy, że się nie wstydzę.
Przewróciła oczami.
- Masz zajebiste ciało więc patrzy. To facet. Każdy facet tak ma. Przydarzyła mu się okazja do zobaczenia cię nago to skorzystał.
- Nie pomagasz. - Westchnęłam.
- Naprawdę przesadzasz. - zachichotała. - dobra, ubieraj się. Wychodzimy. - Powiedziała z uśmiechem.
- Um... Gdzie ?
- Do skate parku.
Westchnęłam i powoli wstałam z łóżka
- Urocza piżamka. - Zachichotała.
Spojrzałam na swoją piżamke z słodką żyrafką i zarumieniłam się. Szybko wzięłam ze sobą pierwsze lepsze ciuchy i poszłam do łazienki. Na szczęście umyłam włosy wczoraj wieczorem więc dzisiaj związałam je tylko w luźnego warkoczyka na bok. Założyłam krótkie granatowo-zielono-białe spodenki w kratkę i granatową bokserkę.
Nalożyłam trochę pudru, pomalowałam rzęsy i byłam gotowa.
Wyszłam z łazienki i zastałam Suz oglądającą... Moje staniki ?!
Szybko wyrwałam jek moje rzeczy i schowałam do szuflady
- Masz rozmiar C ! - Krzyknęła.
- No i ?
- No i ?! NO I ?! Ty się jeszcze pytasz ?
Uniosłam jedną brew nie wiedząc o co jej chodzi.
- Dziewczyno ! Ja mam ledwo B i to od drugiej klasy gimnazjum !  A jesteś tak chuda jak ja ! Powiedz mi prawdę... Są sztuczne prawda ? - Spytała a w jej głosie była czysta powaga.
Otworzyłam szerzej oczy
- Co?! nie ! Z resztą czemu gadamy o cyckach ?
Obie zaczęłyśmy się śmiać i razem z Mattem wyszliśmy z domu.
Po około piętnastu minutach byliśmy na miejscu przywitaliśmy się ze wszystkimi.
Usiadłam między Chrisem a Hannah i słuchałam jak brunetka opowiadwwiada mi o nowej kolekcji letniej.
Nie widziałam tylko Harry'ego.
- Gdzie Harry? - Spytałam Chrisa.
- Um... Mówił, że ma coś do załatwienia i że dołączy do nas dopiero wieczorem.
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem.
Nagle mój telefon zaczął wibrować.
Spojrzałam na wyświetlacz i odebrałam telefon
- Tak babciu ?
- Mogłabyś pojechać do piekarni i odebrać szarlotkę ? Piekarnia jest na końcu miasta tuż obok biblioteki więc lepiej pojedź autobusem.
Wdzystko jest zapłacone. Wystarczy, że  odbierzesz na nazwisko 'Powell'.
- Dobrze babciu.- Powiedziałam po czym sie rozłączyłam.
Pożegnałam się ze wszystkimi mówiąc, że mam coś do załatwienia po czym pospieszne ruszyłam na przystanek autonusowy.


*

Szybko znalazłam piekarnię o której mówiła babcia.
Gdy otworzyłam drzwi zadzwoniły urocze dzwoneczki sygnalizujące o czyimś przyjściu.
Od razu do moch nozdrzy dostał się zapach świeżych ciastek i pieczonego chleba.
Zamknęłam oczy i zaciągnęłam się tym pięknym zapachem.
Podeszłam do lady gdzie nikogo nie było.
- Chwilka ! - Usłyszałam gdzieś w oddali.
Czekałam cierpliwie oglądając różne kolorowe ciasta. Na stole za ladą było dużo mąki i jeszcze nie gotowe pączki.
Od razu zrobiła mi się na nie ochota.
- Co podać ? - Usłyszałam ten znajomy głos. Chwile potem w drzwiach stanął Harry.
Co do...
Chłopak otworzył szerzej oczy i otworzył ze zdziwienia buzie.
Ubrany był w białe polo z logo kawiarni i ciemne dżinsy trochę brudne od mąki. Na głowie miał granatową beanie pod którą kryły się loki. 
- Um...cześć. - Powiedziałam cicho.
- Co tu robisz? - Spytał a na jego policzkach pojawił się rumieniec.
Harry Styles zawstydzony ? Niby czym ?
och.
- Przyszłam odebrać ciasto. Pracujesz tutaj ?
- um... taa. Praca na lato.
- Fajnie - Pokiwałam głową i delikatnie się uśmiechnęłam.
 - Słuchaj Ron. Czy ty... - Podrapał się po karku - Mogłabyś o tym nikomu nie mówić?
Po moim kręgosłupie przeszdł dreszcz przez to jak mnie nazwał.
Wstydzi się swojej pracy?
- Nie widzą gdzie pracujesz ?
Chłopak tylko smutno pokiwał głową.
Przecież nie ma się czego wstydzić.
Nagle wpadłam na pomysł.
- Pod jednym warunkiem. - Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Aż boje się spytać. Jakim?
- Chcę darmowego pączka. Albo trzy.
Harry zachichotał.
- Jasne, tylko musisz mi pomóc je zrobić. - Puścił mi oczko.
- Okej to poczekaj. - Chciałam już wyjść z kawiarni aby ją obejść ale głos Harry'ego mnie zatrzymał
- Czekaj ! chodź tutaj. - Posłusznie podeszłam. Harry złapał mnie w talii i przeniósł nad ladą. z wrażenia chcwyciałam go ramionami za szyje aby nie spaść.
Spojrzałam mu w oczy. Te piękne zielone oczy.
Moje serce pominęło uderzenie. Albo nawet dwa.
- Ron...- Zadrżałam gdy wypowiedział moje imię. - Możesz już mnie puścić.
Moje policzki zapłonęły żywym ogniem. Pospiesznie puściłam chłopaka i spojrzałam na niedokończone pączki.
- Od czego zaczynamy ? - Spytałam chcąc zapomnieć o tej głupiej sytuacji i skupić się na czymś innym.
- Cóż... ciasto jest gotowe. Trzeba tylko nałożyć nadzienie. Jakie lubisz ?
- Śliwkowe ... - powiedziałam szybko - albo czekoladowe ! - Byłam pewna, że wyglądałam jak dziecko przed sklepem z zabawkami, które nie może się zdecydować czy chce lalkę czy misia.
To przecież trudny wybór, prawda ?
Harry zachichotał.
- Możemy zrobić z każdym możliwym jeśli chcesz.- Powiedzialł a jego oczy zabłyszczały soczystą zielenią.
Lubiłam ten odcieć. Oznaczał, że był wesoły.
- Tak!
 Tak więc wzieliśmy się do pracy.
Ja nakładałam czekoladowe nadzienie a Harry śliwkowe.
Raz przez przypadek za mocno machnęłam łyżką  przez co troszkę czekolady wylądowało prosto na policzku Harrego.
Szczerze mówiąc nie wiem jak to zrobiłam ale Harry wyglądał przezabawnie.
Wybuchnęłam śmiechem prawie spadając z krzesła.
Uciszyłam się gdy coś lepkiego wylądowało na moim nosie. Starałam sie zobaczyć cóż to takiego ale na marne.
Tym razem to Harry zaczął się śmiać. Śmiał się tak mocno, że myślałam że te jego dołeczki zaraz rozsadzą mu twarz.
- Masz się natychmiast tego pozbyć.
Skrzyżowałam ramiona na piersi i czekałam.
- Och oczywiście. - Powiedział uspokajając sie.
Podszedł do mnie i nachyliłsię. Byłam tak oczarowana jego spojrzeniem, że nie zauwałyłam, że jest tak blisko. Czułam jego miętowy oddech na policzku.
Choleracholeracholera.
Nagle wyciągnął język i zlizał nadzienie z mojego nosa. Zmróżyłam oczy
- Fuuuu... - Przeciągnęłam ocierając nos z śliny Harry'ego który śmiał się z mojej reakcji.
- Teraz ty.
- Co ja ?  - Spytałam niewiedząc o co mu chodzi.
- Pozbądź się tego.
Zachichotałam i wstałam.
O tak. Czekolada i Harry to idealne połączenie.
Spojrzałam mu prosto w oczy naśladując jego wcześniejszą technikę.
Chłopak przyglądał mi się z delikatnie uchylonymi ustami, które nagle zapragnęłam pocałować.
Chwila, co?
Stanęłam na palcach najwyżej jak potrafiłam i delikatnie musnęłam ustami jego policzek zbierając czekoladę.
Znów spojrzałam na twarz chłopaka. Jego oczy były przymrużone.
Sięgnął za mnie i potarł kciukiem moje usta pozotawiając na nich coś lepkiego. Delikatnie polizałam kącik ust i poczułam, że to czekolada.
- Pozbądź się  tego. - Powtórzyłam po nim.
Ja pierdole. co ?!
Chłopak uśmiechnął się i pochwycił moje usta w delikatnym, ssącym pocałunku.
Złapał mnie jedną ręką za policzek głaszcząc go a drugą na mojej talii.
Nie widząc co zrobić ze swoimi położyłam je na ramionach chłopaka.
Jego język przesunął się po mojej wewnętrznej górnej wardze a ja jęknęłam otwierając usta na jego posiadanie.
Jego usta smakowały śliwkami, czekoladą i jakimś niepowtarzalnym smakiem, który mógł być tylko Harry'ego.
Pochyliłam się ku jego twardemu ciału przyciskając swe piersi do jego torsu.
Wplątałam ręce w wystające z pod czapki włosy na co chłopak mruknął. Przysięgam na Boga, że to był najseksowniejszy dźwięk jaki w życiu słyszałam.
Chłopak pogłębił pocałunek tocząc zaciekłą walkę o dominację z moim językiem.
Zimny kolczyk w wardze i ciepły język Harry'ego dosłownie zwaliły mnie z nóg.
Gdyby nie to, że mnie trzyma już dawno bym leżała na podłodze.
Drogi Boże, ale ten facej cąłuje...
Nagle do mnie dotarło.
Oderwałam się jak poparzona od chłopaka.
- Przepraszam. - Powiedziałam nie patrząc mu w oczy.
- em... to ja przepraszam. - Powiedział szybko.
Między nami panowała napięta atmosfera i żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
- Musze już iść- Oznajmiłam.
- Jasne. Przyniosę ciasto dla twojej babci. Szarlotka, prawda?
- Tak, dzięki.
Chłopak odszedł a ja mentalnie przywaliłam sobie z pięści w twarz.
Co to do cholery było?
Czy ja naprawdę się  z nim całowalam?
Przecież ja się nie całuję ! Z nikim !
No chyba, że z Harrym.
- Proszę - Powiedział podając mi biały kartonik z ciastem.
- Dzięki. - Powiedziedziałam nawet na niego nie patrząc . Odwróciłam się i wyszłam z kawiarni najszybciej jak mogłam.

*

Wieczorem owinięta kocem usiadłam  w bujanym fotelu na tarasie  z kubkiem gorącej herbaty z cytryna i książką.
Zaczęłam czytać ją tam gdzie skończyłam gdy nagle usłyszałam odchrząknięcie. Podniosłam głowę i zobaczyłam Harry'ego z rękami za sobą. Ubrany był tak jak wcześniej. Czyli, że dopiero co wrócił z pracy.
- Hej - Przywitał się z nieśmiałym uśmiechem.
- Hej
- Przyniosłem ci trochę pączków. - Wyciągnął zza pleców błękitny kartonik z napisem 'RONI :)'
Uśmiechnęłam się i wzięłam pudełeczko.
- Dziękuję. Siadaj. Zjemy razem. - Powiedziałam pokazując na drugi fotel.
Chciałam być po prostu miła.
- em.. Twoja babcia zbytnio za mną nie przepada - Powiedział.
- Nie ma jej. Wróci jutro. Ma jakieś spotkanie na temat ... Książek czy coś... A Matt jest na imprezie i podejrzewam, że wróci rano.
Chłopak tylko się uśmiechnął i usiadł na fotelu tuż obok mojego. Także usiadłam i otworzyłam pudełko. Podałam je Harremu a gdy się poczęstował wzięłam jednego i położyłam pudełko na swoich kolanach.
Wzięłam gryza i moje kubki smakowe oszalały. Dosłownie sie rozpłynęłam.
- To jest przepyszne ! - Powiedziałam z pełną buzią.
Harry zachichotał.
- Cieszę się, że ci smakują.
Jedliśmy dalej w przyjemnej ciszy. Między nami nie było już napięcia. Przynajmniej nie czułam żadnego.
- Od kiedy jesteś taki miły ? - Palnęłam bez zastanowienia.
Cholera.
- Co masz na myśli?
- um... Na początku zachowywałeś się... No cóż, jak dupek. Byłeś chamski , arogancki i zbyt pewny siebie. Co się zmieniło?
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie.
- Ty. Chciałaś bym ci pokazał jaki jestem. Jaki jestem naprawdę. Może tego nie widać ale jestem typem, który bardzo przeżywa to, że coś się nie uda, nie powiedzie, komuś się nie spodoba. Ja się tym mocno przejmuję, niestety. I z jednej strony potrafię np. kompletnie zapaść się w sobie, nie robić niczego, nie odzywać się – nawet do siebie – zamknąć się zupełnie, a z drugiej – daje mi to taką silną potrzebę udowodnienia, że jednak dam radę. Że potrafię być kimś lepszym. Chcę żebyś mnie poznała takiego jaki jestem na prawdę. Nie słuchała tego co ludzie mówią. Chce żebyś miała swoje własne zdanie o mnie.






__________________________


Uhuhuhuuu no to sie porobiło nie ? *-*
Przepraszam, że tak długo nie było nowego.
Kolejny nie wiem kiedy bo teraz wyjeżdżam na prawdopodobnie tydzień i nie mam pojęcia czy będę mieć internet.
Mam nadzieje, że rozdział sie podoba i że jednak pojawi sie odrobine więcej komentarzy. 

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 14

- Muszę już iść. - Powiedziałam cicho siedzącej obok mnie Suz.
- Wszystko w porządku? - Spytała zmartwiona.
- Nie najlepiej się czuję. - Skłamałam. Tak na prawdę nie miałam ochoty być dłużej w towarzystwie Herry'ego. Chwyciłam szpilki, założyłam je i odeszłam.
- Może cię odprowadzić?! - Spytała gdy byłam już przy drzwiach. Wszyscy spojrzeli na mnie sprawiając, że się zarumieniłam.
Nie patrzcie na mnie! Nie lubię być w centrum uwagi.
- Nie dzięki. Poradzę sobie. Cześć wszystkim. - Pożegnałam się i chciałam wyjść ale czyjś głos mnie zatrzymał.
- Odprowadzę ją. I tak miałem już iść do domu. - Powiedział Harry wstając.
Mina Suz była bezcenna z kolei ja byłam tak przerażona, że myślałam, że zemdleje.
Zostań ! Nie idź ! - Miałam ochotę krzyczeć. Ale czy na pewno tego chciałam ?
Wiedziałam, że kiedyś w końcu zostaniemy sami ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko.
Podczas drogi schodami na dół modliłam się żeby Bóg miał mnie w opiece i nie pozwolił mi się przewrócić.
Moje modlitwy zostały wysłuchane.
Gdy Harry otworzył drzwi i przesunął się na bok przepuszczając mnie pierwszą lekko się uśmiechnęłam.
Choleracholeracholera. 
Trzeba było zostać.
Szliśmy wolno ciemną ulicą a mi było naprawdę zimno. Miałam na sobie tylko tą strasznie krótką sukienkę i szpilki.
Ale jeszcze bardziej niż zimno denerwowała mnie ta cisza.
Jezu, odezwij się człowieku.
Nic. Cisza.
Może czeka aż to ja zacznę rozmowę?
Ale o czym do cholery mam z nim porozmawiać?!
O pogodzie ?
- Nie musiałeś ze mną iść... - Odezwałam się w końcu.
- Daj spokój. I tak miałem iść.
- Pewnie twoja dziewczyna będzie zawiedziona. - Mruknęłam. Kurwa. nie wieże, że to powiedziałam.
- Co? - Spytał zmieszany zerkając na mnie.
- no ... Vicki ?
Harry zachichotał.
- Nie bawię się w dziewczyny - Powiedział badając moją reakcję.
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem ale tak naprawdę nie rozumiałam. Dlaczego 'nie bawi się w dziewczyny'?
- A ty ? - Spytał cicho.
-Co ja ?
- Masz chłopaka ?
 Choleracholeracholera.
- Nie. - Przyznałam i nie skomentowałam lekkiego uśmieszku Harry'ego.
Szliśmy dalej w całkowitej ciszy
- Słuchaj... - Zatrzymał się przede mną  i spojrzał mi niepewnie w oczy. - Chciałem cię przeprosić.
- Za co ? - Spytałam zmieszana.
- Za nazywanie cię suką itd.
- och. - Wypuściłam powietrze z płuc nie zdając sobie sprawy, że wstrzymywałam oddech. - Ja też cię przepraszam. - Powiedziała szczerze.
Harry się uśmiechnął pokazując jeden dołeczek w policzku.
Jejku. Mimo tych wszystkich tatuaży i kolczyków, nadal wygląda uroczo z dołeczkami.
- Jesteśmy kwita.
Szliśmy dalej.
- A więc... - zaczęliśmy oboje w tym samym momencie przez co się zaśmialiśmy. Atmosfera wokól nas od razu stała się mniej napięta.
- Ty pierwszy. - Zachichotałam.
- Na długo przyjechałaś ? - Spytał.
Boże, ten głos. Najpiekniejszy głos na świecie!
- Na całe wakacje. - Powiedziałam.
Znowu cisza.
Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy sie pod moim domem.
Spojrzałam na Harry'ego, który patrzył na mnie.
Zarumieniłam się ale nie mogłam przestać patrzeć w jego zielone tęczówki.
 otworzyłam usta ale nie mogłam nic powiedzieć.
- Zmieniłaś się. - Powiedział w końcu.
- Ty także.
- To źle? - Spytał unosząc jedną brew.
No właśnie ... Czy to źle ?
- Sam mi pokaż. - szepnęłam ale usłyszał mnie bo zmarszczył brwi myśląc nad moimi słowami.- Dobranoc Harry  - Powiedziałam cicho odwracając sie w kierunku drzwi.
- Dobrano, Roni - Powiedział sprawiając, że natychmiast odwróciłam sie w jego kierunku ale go już nie było. Serce zabili mi conajmniej sto razy szybciej.
Tylko on mnie tak nazywał.


*


- No opowiadaj co działo się wczoraj - zachęciła Suz.
- Była impreza i ...
- Veronica ! - Skrzywiłam sie i lekko odsunęłam telefon od ucha. - Wiesz o co pytam.
- Nic takiego się nie działo.
- Kłamiesz.
Przewróciłam oczami.
- Pytał na ile przyjechałam.
- No widzisz? Chce wiedzieć ile czasu może z tobą spędzić.
- Albo kiedy w końcu się mnie na dobre pozbędzie. - Westchnęłam.
- Nie prawda ! On cieszy się, że wróciłaś.
- Jakoś po nim tego nie widać.
- Po nim nigdy niczego nie widać. Dobra, a mówił coś jeszcze ?
Powiedzieć jej czy nie ?
Powiem, to i tak nic ważnego, prawda ?
- Spytał czy mam kogoś...
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Sprawdziłam czy połączenie nadal trwa.
- Suz ? Spytałam.
Telefon spadł mi z rak kiedy zostałam ogłuszona i wystraszona podnieconym piskiem dziewczyny.
Szybko podniosłam telefon i ostrożnie przyłożyłam do ucha.
- Nie wierzę, nie wierzę. Czekaj, tak po prostu spytał czy masz kogoś?
- Nie. Oczywiście, że nie. Jaka ty jesteś upierdliwa! - Suz zachichotała - Powiedziałam, że nie musiał ze mną iść a on, że i tak miał już wychodzić więc to nie problem i w tedy głupia ja powiedziałam, że jego dziewczyna będzie zawiedziona a on powiedział, że nie bawi się w dziewczyny- cokolwiek to znaczyło -  no i spytał czy ja mam kogoś.
- Łał.
- I na koniec powiedział, że się zmieniłam.
- Okej, słuchaj muszę kończyć. Przyjdź dzisiaj do skate parku. Tam pogadamy, okej?
Westchnęłam i pomasowałam wolną ręką skronie.
- No nie wiem...
- Bądź o 13:00 paa. - pożegnałam się i rozłączyła.
Z głośnym jękiem opadłam na plecy i wgapiłam w sufit.


 *


Po poukładaniu sobie dokladnie wszystkiego w głowie wstałam z łóżka i otworzyłam na oścież okno aby wywietrzyc pokój. Potem poszlam do łazienki i wzięłam długi prysznic. Umyłam porządnie włosy  i wyszłam spod prysznica owijając sie ręcznikiem .
Po umyciu zębów zauważyłam, że nie wzięłam ze sobą nic do ubrania. Tak więc wyszłam z łazienki w samym ręczniku. Zamknęłam drzwi od pokoju zakluczajac je na wypadek gdyby Matt zowu zapomniał zapukać i podeszłam do swojej szafy. Zrzuciłam ręczniki na podłogę i założyłam szybko bieliznę. Było dzisiaj strasznie ciepło tak więc wyciągnęłam krótkie, postrzępione, jasno niebieskie spodenki z wysokim stanem i biały luźny top. Szybko sie ubralam i spojrzałam w lustro. Poprawiałam właśnie moje jeszcze wilgotne po prysznicu włosy gdy zauważyłam jakiś ruch za moimi plecami. Odwróciłam sie i zobaczyłam Harry'ego patrzącego ze swojego pokoju prosto na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.
Co do...
Chwila. Długo tak na mnie patrzy ?
Choleracholeracholera.
Momentalnie spalilam krwistoczerwonego buraka.
Widział jak sie ubierałam?
Nagle w moim mózgu zabrakło krwi.
Cała popłynęła do moich policzków.
Nie, to się nie dzieje .
- Harry ! Kurwa mać ! - Krzyknęłam oburzona.
Co za pieprzony dupek.
Harry sie zaśmiał.
- To nic czego wcześniej bym nie widział. - Powiedział a moje serce pominęło uderzenie.
Starałam sie przypomnieć sobie ile razy ubieralam bądź rozbieralam sie przy niezasłoniętym oknie.
Choleracholeracholera.
Szybko podeszłam do okna i pokazując mu środkowy palec zasłoniłam żaluzje.
Byłam wkurzona i zażenowana jednocześnie. 
Harry widział mnie nago.
Może być jeszcze gorzej ?
Te wakacje są do dupy!




________________________________________


Hej :D
I jak podobał się rozdział ?
Powiem wam szczerze, że trochę mi smutno gdy widzę, że pojawia się coraz mniej komentarzy.
Liczyłam na więcej szczególnie, że statystyki szaleją.
Ale cóż... liczę na poprawę i mam nadzieję, że pojawi się trochę więcej komentarzy. xD

środa, 16 lipca 2014

Liebster Blog Award

Dziękuję za nominację Ariana McDee :) 


Co to jest Liebster Blog Award?
 
,,Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość
ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”

Pytania :

1. Ile masz lat ?
 
27 lipca skończę 16 :D 

2. Czym dla Ciebie jest pisanie ?
 
Przyjemnością, pasją, odskocznią od codzienności...
 
3. Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga ?
 
Koleżanka mnie do tego namówiła. 
 
4. Co jest dla Ciebie największą motywacją ?
 
Czytelnicy i ich komentarze :)
 
5. Jaka jest twoja ulubiona książka ?
 
Nie mam ulubionej.

6. Jaki jest Twój ulubiony serial ?
 
 "Nie z tego świata"

7. Co jest Twoją największą przyjemnością?
 
 Czytanie, pisanie, spotykanie się z przyjaciółmi...

8. Gdybyś mogła mieć wszystko. Jakie 3 rzeczy były by pierwsze na Twej liście ?
 
2 bilety na koncert 1D ;c

9. Jakie jest Twoje największe marzenie ?
 
 Być na koncercie 1D.

10. Jezioro vs morze.
 
 Oczywiście, że morze <3

11. Śmieszna/głupia wpadka Twojego życia to…?
 
Oj, dużo tego było ;D


Pytania dla nominowanych :

  
1. Ulubiona książka ?

2. Co zainspirowało Cię do pisania ?

3. Ile masz lat?

4. Jakie jest twoje hobby?

5. Kim chcesz zostać w przyszłości?

6. Jaka tematyka książek/blogów najbardziej przypadła ci do gustu?

7. Ulubiony cytat?

8. Co sądzisz o moim blogu?

9. Jaka jest twoja największa wada i zaleta?

10. Czym jest dla Ciebie szczęście?

11. Co według Ciebie jest najcenniejsze w życiu ?


Nominuję :

http://hell-harrystylesff.blogspot.com/
http://black-destiny-harry-styles.blogspot.com/
http://storyofone-direction.blogspot.com/
http://sleepless-city-fanfiction.blogspot.com/
http://langel-ff.blogspot.com/
http://touch-harry-styles-fan-fiction.blogspot.com/
http://dumb-love-fanfiction.blogspot.com/
http://one-story-one-direction1.blogspot.com/
http://sinisterstylesfanfic.blogspot.com/
http://revenge-harry-fanfiction.blogspot.com/
http://kierunek-los.blogspot.com/















wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 13

W ciągu 20 minut dotarliśmy pod dom Suzanne.
Matt zapukał do drzwi i chwile po ten otworzyła nam drzwi uśmiechnięta blondynka.
Włosy miała spięte w wysokiego kucyka a ubrana była w zwykłą krótką czerwoną sukienkę ale dzięki dodatkom wyglądała cudownie.
- Cześć! Wejdźcie. - Powiedziała i otworzyła nam szerzej drzwi. Weszliśmy do środka i od razu poczułam zapach alkoholu i potu.
Skrzywiłam się z niesmakiem.
- Zrób z nią coś. Wygląda jak emerytka - Powiedział Matt pchając mnie w kierunku Suz.
Gdyby wzrok mógłby zabijać , Matt leżałby już martwy.
Dziewczyna spojrzała na mój strój po czym chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do góry za pewne do swojego pokoju. Nie myliłam się.
Od razu zaczęła grzebać w swojej szafie gdy ja usiadłam na jej łóżku.
Naprawdę było aż tak źle z moim strojem?
Chwile potem widok zasłonił mi jakiś materiał. Ściągnęłam czarną bluzkę z mojej twarzy.
Spojrzałam na Suz z oczekiwaniem
- No co? - Spytała.
- No a spodnie?
Dziewczyna wybuchła śmiechem.
- Co? - Spytałam nie wiedząc o co jej chodzi.
- To sukienka - Wydusiła z siebie w końcu.
Słucham? Ten kawałek materiału to sukienka?
- Jeśli myślisz, że to założę to jesteś w błędzie.
- Oczywiście, że założysz.
Siłą wepchnęła mnie do łazienki i zamknęła za sobą drzwi.
Westchnęłam odkładając sukienkę na półkę opok wanny. Szybko pozbyłam się swoich ubrań po czym założyłam wybraną przez Suz sukienkę. Spojrzałam w lustro i to co tam zobaczyłam szczerze mnie zaskoczyło.
- Suz?! - Zawołałam.
Po chwili w drzwiach pojawiła się głowa Suz.
Spojrzała na mnie od góry do dołu z szerokim uśmiechem
- Ekstra!
Nie koniecznie. Wcale nie czułam się "ekstra".
- Suz, błagam cię. Nie wyjdę w tym. - Powiedziałam chcąc zamknąć drzwi i przebrać się w swoje ubrania.
- Oczywiście że tak - chwyciła mnie za ręke i wyciągnęła z łazienki. - Wyglądasz cholerniezajebiścieseksownie.
Zaśmiałam się.
- Masz naprawę świetną sylwetkę. Jesteś szczupła a do tego masz spore cycki i seksowny tyłek.
Zarumieniłam się. Nigdy nie myślałam o sobie jako osobie "pociągającej".
- Jeszcze tylko buty.  - Powiedziała jakby do siebie i pobiegła do szafy. Wyciągnęła z niej parę czarnych szpilek.
Otworzyłam szeroko oczy.
- O nie, nie będę chodziła na szczudłach. - Powiedziałam wyciągając przed nią palec pokazując jej żeby się nie zbliżała.
- To tylko 15 cm. - Wzruszyła ramionami.
- No właśnie, mam się zabić?
- Nigdy nie chodziłaś na szpilkach? - Spytała zdziwiona.
- Hej, Suz ? - Odwróciłyśmy się obie w kierunku drzwi i zobaczyłyśmy tam Aggie. - Veronica, łał , świetnie wyglądasz. - Powiedziała.
- Widzisz? - wtrąciła Suz. - Mówiłam ci! A teraz zakładaj te szpilki i idziemy.
Przełknęłam ślinę i ostrożnie założyłam buty. Wstałam ale straciłam równowagę i znów usiadłam na łóżko.
- Cholera. - Powiedziałam cicho. To będzie trudniejsze niż myślałam.
Na szczęście dziewczyny przyszły z pomocą. Chwyciły mnie pod ręce i pomogły wstać i utrzymać równowagę.
- Najpierw pięta potem palce - Poinstruowała Aggie.
 Przytaknęłam i zrobiłam kilka kroków.
- Okej jesteś gotowa, idziemy - powiedziała Suz i wszystkie razem wyszłyśmy z jej pokoju.
Gdy zobaczyłam przed sobą schody to myślałam, że zemdleje.
 Drogi Boże...
- Niall! - Krzyknęła Aggie.
Chwile potem przed nami pojawił się Niall.
Zmarszczyłam brwi i ściągnęłam mu czapkę
- Co ci się stało z włosami ? - Spytałam widząc jego niebieskie końcówki.
- Nowy kolorek. - Uśmiechnął się dumnie wyrywając czapkę z moich rąk i zakładając ją z powrotem na głowę.
- Znieś ją na dół. - Powiedziała Aggie po czym sama zaczęła schodzić ze schodów.
- Co?! - Spytałam zdziwiona - Nie! ja nie... poradzę sob... - krzyknęłam gdy Niall przerzucił mnie sobie przez ramię.
- Jesteś taka ciężka. - Zachichotał za co dostał klapsa w tyłek. - O tak. kochanie uderz mnie, jestem taki niegrzeczny. - Mruknął schodząc po schodach.
Przewróciłam oczami.
Niewiarykurwagodne.
Po raz kolejny ściągnęłam mu z głowy czapkę i próbowałam choć trochę zakryć mój tyłek
W końcu dotarliśmy na dół i Niall opuścił mnie z powrotem na ziemię.
- Dzięki. - Powiedziałam poprawiając sukienkę.
- Tak w ogóle to zajebiście wyglądasz. - Puścił mi oczko.
O nie, zdecydowanie nie jestem przyzwyczajona do komplementów.
Poszliśmy razem do kuchni
- Strasznie się zmieniłaś. - powiedział otwierając szafkę i wyciągając z niej szklankę
Zmarszyłam czoło siadając na wysokim ksześle obok lady.
- To źle?
- Oczywiście, że nie. Jesteś no cóż... gorąca. - Powiedział a ja spaliłam buraka. - Byłaś takim słodkim grubaskiem -uszczypnął mój policzek.
Posłałąm mu mordercze spojrzenie na co zarechotał.
- A tak serio ? Cieszę się, że wróciłaś.
Moje oczy wypełniły się łzami
- Też się cieszę. - Przyznałam.
Dobrze było wrócić do domu. Do przyjaciól którzy byli dla mnie jak rodzina.
To co, że się zmienili. To nadal oni.
- Chcesz coś do picia? - spytał Niall otwierając butelkę piwa.
- Colę, poproszę.
- Jakaś ty grzeczna. - Droczył się.
Gdy dostałam swoją colę to razem z Niallem poszliśmy szukać reszty. Znależliśmy ich w salonie siedzących na kanapie.
Zauważyłam Harrego z siedzącą na jego kolanach Vicki.
Acha?
Było tylko jedno wolne miejsce na przeciwnej do niego kanapie które zajął Niall.
Spojrzał na mnie wyczekująco n a co uniosłam do góry brew.
- Chodź. - Powiedział klepiąc swoje kolana.
- Jestem za ciężka. - Powiedziałam nieśmiało ale i tak Niall ciągnąc mnie za ręke posadził mnie sobie na kolanach.
Zarumieniłam się.
Nie wiedzieć czemu spojrzałam na Harry'ego ale pożałowałam tego gdy zauważyłam, że patrzy na mnie.
Poprawilam sukienkę i zrzuciłam rękę Nialla, która była za blisko mojego krocza. Położył ją na moim kolanie.
- Gdy ostatnio byłam obczaic ten nowy klub był tam taki mega seksowny ochroniarz! - Krzyknęła podniecona Jess na co wszyscy wybuchnęli śmiechem
- Przeleciałaś go? - Spytał Mike.
- Cóż, nie. Był zaobrączkowany. - Powiedziała smutno na co prawie wszyscy zwijali sie ze śmiechu.
- ugh po wakacjach studia. - Jęknęła Suz.
- A tobie, Veronica jak podoba się życie w wielkim mieście? - Spytała ciekawa Aggie. - Powiem ci, że ci zazdroszczę. Też chciałabym zamieszkać w wielkim mieście.
- Nie ma w tym nic fajnego. - Przyznałam.
- I tak ci zazdroszczę.
- Chętnie bym sie z tobą zamieniła. - Powiedziałam tak cicho aby nikt nie usłyszał.
To prawda. Zamienilabym sie z nią.
Kochałam życie tutaj.
Życie tam jest... trudne. Ludzie ciągle się śpieszą. Ciągłe przestępstwa, wypadki . Mam dosyć życia tam.
- A jak szkoła? - Spytała Suz.
- W porządku - Spuściłam wzrok i mimowolnie zakrylam lewy nadgarstek.
- Są tam jakieś ciacha ? - Poruszała zabawnie brwiami.
- Cóż... nie bardzo. - wzruszyłam ramionami.
- Jak to nie bardzo ? W każdej szkole jacyś są.
Powiedziała ale ja tylko znowu wzruszyłam ramionami.
Są tylko same dupki dla którym liczy się tylko wygląd i sława.
- Może jesteś lesbijką? - Palnął Niall na co dostał ode mnie łokciem w żebra.
- Nie ! - krzyknelam przerażona jego pomysłem.
- Nie zgadniecie kogo ostatnio posuwałem ! - Krzyknął podekscytowany Chris.
Spojrzałam na niego zdziwiona. No cóż nie byłam przyzwyczajona do takich tematow
- Kogo? - Zainteresował się Zayn.
- Tą babkę która mieszka naprzeciwko.
Skrzywiłam sie i nie słuchałam więcej.
Byłam mu jednak wdzięczna za zmianę tematu
Cały czas czułam na sobie wzrok Harry'ego.
Nie mogłam się dłuże powstrzymać i zerknęłam w jego stronę by zobaczyć Vicki liżącą jego ucho. Potem zaczęła coś szeptać ale Harry nawet nie drgnął.
Gdy spojrzał w moją stronę odwróciłam zwrok i udawałam, że jestem zainteresowana rozmową Nialla z Aggie.
Gdy po raz kolejny spojrzalam w kierunku Harry'ego, ten bezwstydnie całował Vicki.
Moje serce roztrzaskało się na drobne kawałeczki i nawet nie wiem dlaczego.
Opuścilam smutna wzrok.
Suz to zauważyła i spojrzała na Harry'ego, potem znów na mnie i posłałą mi pocieszający uśmiech, który odwzajemniłam.


*


Około godziny 02:30 gdy wszyscy już wyszli poszliśmy do pokoju Suz
- Najlepsza imprez zaczyna sie gdy wszyscy wychodzą. - Mruknął do mojego ucha Louis.
Patrzyłam jak wsadza do buzi wiśniowego lizaka i siada obok Jess.
Wszyscy usiedli w dużym kręgu na podłodze. 
- A ty nie powinnaś wracać do domu ? Wieczorynka dawno się skończyła. - dokuczył mi Matt za co Suz rąbnęła go z otwartej dłoni w tył głowy.
- Zamknij się - Warknęła na niego. - A ty siadaj. - Powiedziała do mnie klepiąc miejsce obok siebie. Ukleknelam i usiadłam na piętach, zsunęłam szpilki i odetrchnelam z ulgą.
- No to w co gramy ? - spytal Mike
- Może... 'Nigdy dotąd nie... ? ' - Zaproponowała Jo.
Gdy prawie wszyscy zawiwatowali ustaliliśmy, że zagramy w to... cokolwiek to było.
- Wiesz jak w to grać? - Spytał Niall.
Odpowiedzią był mój rumieniec.
- A wiec chodzi o to, że jedna osoba mówi nigdy dotąd np nie chodziłem nago po ulicy i wszyscy którzy to robili biorą łyk piwa. Przegrywa ten kto ma najpełniejszy kubek.
Wyczuwam przegraną.
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem.
- Od kogo zaczynamy?
- Ode mnie! - Krzyknął Niall. - Nigdy dotąd nie pieprzyłem kogoś kto miał ponad trzydzieści lat. - Harry był jedynym który wziął łyka.
Co ?!
Męska dziwka.
Potem była Jess.
- Nigdy dotąd nie robiłam tego w miejscu publicznym. - Wszyscy oprócz mnie napili się.
- Nigdy dotąd nie byłem w trójkącie. - powiedział Matt.
Po raz kolejny tylko ja nie napiłam się.
- Nigdy dotąd nie robiłam nikomu loda. - Powiedziała Reb a wszyscy chłopcy oprócz Louisa jękneli a dziewczyny i Lou wzięli łyka. Okej ?
Spojrzałam pytająco na Nialla, który tylko się zaśmiał.
- Louis lubi chłopców i dziewczynki. - Powiedział a mi szczęka opadła. Ten grzeczny Lou?
- Nigdy dotąd nie miałem orgazmu. - Powiedział Zayn i poraz kolejny wszyscy napili się z wyjątkiem mnie.
Harry patrzył na mnie zaciekawiony a ja udawałam, że tego nie widzę.
- Nigdy dotąd się nie masturbowałam. - Powiedziała Jo.
Zarumieniłam się i patrzyłam jak tylko mój kubek pozostaje nie tknięty.
- Nikt nigdy nie zdobył u mnie drugiej bazy. - Znowu nic.
- Nigdy się nie całowałam. - Powiedziała Aggie i tym razem dumnie wzięłam łyka.
Mimowolnie spojrzałam na Harry'ego który uśmiechnął się pod nosem.
- Nigdy dotąd nie pieprzyłam się z chłopakiem. - Powiedziała Vicki. Chłopcy jękneli a dziewczyny i Louis napili się.
Przyszła kolej na Harry'ego
Spojrzał  mi prosto w oczy aż poczułam się zakłopotana ale nie odwróciłam wzroku. Nie mogłam. - Nigdy dotąd nie byłem zakochany powiedział.
Co jeśli powiem 'tak'? Wyśmieje mnie.
Jeśli on się napije to ja też. Czekałam i czekałam ale nic się nie stało. Harry tylko patrzył na mnie.
Wszyscy się napili. wszyscy oprócz mnie i Harry'ego.
Nigdy mnie nie kochał?




________________________________


I co wy na to?
Czekam na komentarze ! :D






poniedziałek, 14 lipca 2014

Informacja ;>

Chciałam was tylko poinformować, że pojawiła się nowa zakładka w której znajdziecie zwiastun.
 Czekam na wasze opinie :)
Oto on :
video

Rozdział 12

Rano czekała na mnie wiadomość od Suzanne w której poinformowała, że impreza odbędzie się o 19:00.
Przewróciłam oczami.
Nawet nie wiem czy pójdę.
Wiem, że nie mogę się wiecznie ukrywać ale boje się spotkania z NIM.
Wstałam, ubrałam czarne leginsy i pierwszą lepszą bluzę po czym zeszłam na dół do kuchni gdzie czekała babcia.
- No nareszcie ! Uszykować ci śniadanie ?
- Pokiwałam głową mówiąc, że sama sobie coś uszykuje.
Gdy babcia wyszła z kuchni wyjęłam z szafki kolorową miseczkę i uszykowałam sobie płatki z mlekiem. Wzięłam jeszcze łyżkę i poszłam usiąść na kanapie w salonie.
Włączyłam telewizor na jakiś program "śniadaniowy" i zaczęłam jeść moje płatki.
Po chwili do salonu wszedł zaspany Matt. Usiadł obok mnie i zaczął oglądać telewizje.
Dzień dobry, dupku
Nagle pomyślałam o imprezie. Kurde, przecież babcia mnie nie puści.
A Matt też idzie wiec kto nas będzie krył?
- Matt?
- Hmm - mruknął wpatrzony w telewizor.
- Idziesz na dzisiejszą imprezę do Suz ?
Chłopak zmarszczył brwi.
- Czemu pytasz ?
- Z ciekawości. - Wzruszyłam ramionami.
-Ta, idę.
Kurde. No to wychodzi na to, że Matt idzie balować a ja siedzę w domu i go kryje.
Super.
- Też chcesz iść? - Spytał zdziwiony.
- A co w tym dziwnego ? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- No bo to ty... Ty nie chodzisz na imprezy.
Może dlatego, że nikt nigdy mnie nie zapraszał?
- Kiedyś trzeba zacząć. - Wzruszyłam obojętnie ramionami.
Matt uśmiechnął się.
- Okej. Powiedz babci, że idziesz nocować do koleżanki czy coś.
Otworzyłam szerzej oczy. To wszystko ?
- Jasne. - odpowiedziałam obojętnie ale tak naprawdę byłam podekscytowana.


*


Przez resztę dnia nie robiłam nic ciekawego. Poinformowałam babcie, że idę nocować do Suz na co babcia z uśmiechem się zgodziła.
Jasne że tak. Kto nie lubi Suzanne ?
O 17:30 wzięłam długi prysznic. Umyłam włosy moim ulubionym waniliowym szamponem po czym wyszłam spod prysznica owijając się kremowym, puchatym ręcznikiem. Umyłam porządnie zęby i wyszłam z pokoju aby wybrać coś co mogłabym ubrać.
Niestety nie miałam żadnej sukienki. Nie lubiłam ich.
Ubrałam jasno dżinsowe rurki z wysokim stanem i brzoskwiniową koszulę w której podwinęłam rękawy. Do tego czarne balerinki i tego samego koloru torebka.
Cholera, czy tak ludzie ubierają się na imprezę?
Z resztą , nie ważne.
Z zadowoleniem stwierdziłam, że włosy są już prawie suche.
Szybko nałożyłam puder, narysowałam kreski eyelinerem, wytuszowałam rzęsy, pomalowałam usta błyszczykiem, poprawiłam grzywkę i byłam gotowa.Włożyłam jeszcze do torebki telefon i słuchawki. Nie wiem po co je biore. Chyba z przyzwyczajenia. Zawsze mam je przy sobie.
 Spojrzałam na zegarek który wskazywał 18:30.
Cholera. Szybko wyszłam z pokoju i pobiegłam do Matta. Znalazłam go w jego pokoju. Układał właśnie swoje ciemnoblond włosy.
Przewróciłam oczami.
- Mamy 30 min. - Poinformowałam go.
Matt oderwał się od lustra i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu po czym wybuchnął śmiechem.
Och.
- Idziesz na imprezę czy na zakupy do warzywniaka?
Spojrzałam na swój strój.
- Co z nim jest nie tak?
- Wszystko. - zachichotał. - Z resztą chodź. Później się coś wymyśli - Powiedział wychodząc z pokoju.





__________________________

Hej xD
Przepraszam, że taki krótki ;c
No i oczywiście czekam na komentarze :D

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 11

Ogarnęło mnie nagłe uczucie paniki. Byłam zestresowana i totalnie nie przygotowana na spotkanie z Harrym.
Tyle razy wyobrażałam sobie nasze spotkanie. Miałam wszystko idealnie zaplanowane ale teraz, gdy lada chwila mam go spotkać to w mojej głowie panuje pustka.
Ciekawe co powie i jak się zachowa gdy mnie zobaczy.
Bałam się spotkania z nim.
- Cześć wszystkim. - Usłyszałam za sobą niski, lekko zachrypnięty i już dobrze znany mi głos.
Zirytowana przewróciłam oczami.
Nie... Tylko nie on.
- Harry! - Krzyknęła radośnie Suz.
Zmieszana zmarszczyłam brwi.
Harry?!
Z przyspieszonym biciem serca odwróciłam się w kierunku chłopaka.
Ubrany był w czarne rurki, biały t-shirt z wycięciem w serek i tego samego koloru znoszone converse.
Jego kręcone włosy były jak zwykle w nieładzie.
To... to jest Harry?
Mój Harry?
Czy to się naprawdę dzieje?
Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu marszcząc przy tym brwi.
Był tak samo zdziwiony jak ja.
Po chwili jednak marszczka miedzy jego brwiami pogłębiła sie pokazując jego zirytowanie.
- Co ta mała suka tu robi? - Warknął a jego kolczyk w dolnej wardze zamigotał w słońcu.
Nie wiedzieć czemu jego słowa zabolały mnie.
Przecież to ten sam arogancki i pewny siebie dupek, który mi groził i którego zdążyłam znienawidzić.
Nie. Teraz sprawy wyglądają inaczej.
To przecież Harry.
Suzanne przenosiła wzrok ze mnie na Harry'ego i z Harry'ego na mnie wyraźnie zmieszana.
- Spotkaliście się już? - Spytała zdziwiona.
I żeby to raz...
- Tak. - Powiedziałam nie spuszczając wzroku z chłopaka.
Te oczy. Zielone jak trawa na której bawią się szczęśliwe dzieci...
Jak ja mogłam być taka głupia i nie zwrócić na nie uwagi?
Harry prychnął pod nosem.
- Co ci się stało? - Spytała Harry'ego - Myślałam, że cieszysz się, że wróciła...
Tym razem to chłopak był zmieszany.
Spojrzał na nią z miną "Co ty pieprzysz?!"
- O co ci do kurwy nędzy chodzi?! - Spytał podnosząc głos.
- To Veronica. Wróciła, Harry. - Powiedziała łagodnie.
Przyglądałam się reakcji Harry'ego.
Jego twarz pokazywała chyba wszystkie możliwe uczucia.
Napocząkku był rozbawiony, potem zamyślony, wkurzony, znowu zamyślony, zdziwiony i przerażony.
Szybko pokonał dzielącą nas odległość.
Wzdrygnęłam się gdy podniósł rękę.
Uderzy mnie?
Chłopak chyba tego nie zauważył, a jeśli nawet to potrafił bardzo dobrze to ukryć.
Wyszarpnął łańcuszek z pod mojej bluzki i przyjrzał się zawieszce.
Serce, o ile to możliwe zabiło mi jeszcze szybciej.
Jego obecność... Jest tutaj.  Jest przy mnie.
Po chwili spojrzał mi prosto w oczy. Nie mogłam oderwać wzroku od jego pięknych zielonych tęczówek. Tylko one się nie zmieniły.
- To naprawdę ty. - Powiedział ale bardziej do siebie.
Tak Harry, to ja. Jestem tu. Obiecałam, że wrócę. - Miałam ochotę powiedzieć ale moje gardło było tak ścisnętę, że nie dałabym rady nic powiedzieć.
Boże, tak bardzo chciałam go prztulić.
Chwile potem zdarzyło się coś czego nigdy się nie spodziewałam.
Harry odwrócił się i odszedł bez słowa .
Spojrzałam pytającąo na Suz ale ona tylko posłała mi spojrzenie pełne współczucia.
To wszystko sie stało?
Czy to tylko kolejny głupi sen?
Co mam zrobić? Biec za nim? Tyle pytań a żadnej odpowiedzi.
- Musze iść.
- Odprowadze cię. - Powiedziala Suzanne.
- Nie, dzięk. To naprawdę miło z twojej strony ale nie musisz sobie robić kłopotu.
- Idę i koniec dyskusji.
Jak zwykle uparta...
Tak wiec w ciszy poszłyśmy w stronę mojego domu.
Spodziewałam sie wielu rzeczy. Uścisku, rozmowy a nawet 'liścia' w  twarz ale na pewno nie tego.
- Nie bądź zła na niego... - Powiedziała cicho Suz.
- Nie jestem na niego zła. Jestem po prostu zdezorientowana.
- Ja także sie tego nie spodziewałam. Powinnaś wiedzieć, że on nie jest już tą samą osobą i nie wiem czy kiedykolwiek będzie.
- Zdaje sobie z tego sprawę.
Przez resztę drogi panowała miedzy nami cisza.
- Jutro jest impreza u mnie, wpadniesz?
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Oj daj spokój. Jeśli chodzi ci o Hazze to przecież musicie zacząć normalnie ze sobą rozmawiać.
Ma rację. Prędzej czy później będę musiała z nim porozmawiać.
- Zobaczę. - Powiedzialam uśmiechając sie lekko.
Po wymianie numerami telefonów, pożegnałyśmy sie po czym weszłam do domu.
Był już wieczór dlatego od razu poszłam do swojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i przykrylłam dłońmi twarz.
Miałam w głowie mętlik.
W życiu nie pomyślałabym, że ten bezczelny i arogancki dupek na którego kilka razy wpadlam i którego zdążyłam znienawidzić i Harry - chłopiec którego nigdy nie przestałam kochać to ta sama osoba.
Zatłoczona myślami nawet nie wiem kiedy zasnęłam.




_______________________________


uuuu... dzieje sie, co nie ? xD
Co sądzicie o zachowaniu Harry'ego ?
Co zrobi Veronica?
Czekam na komentarze ! ;)

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 10

Tak jak przypuszczałam poszliśmy do skate parku.
Przełknęłam ślinę widząc grupkę wytatuowanych, palących i śmiejących się z byle powodu ludzi.
W pewnej sekundzie miałam ochotę odwrócić się i z krzykiem wrócić do domu, ale nie. Nie jestem tchórzem.
Wlepiłam na twarz najmilszy uśmiech na jaki było mnie w tej chwili stać i trzymając się blisko Matta podeszłam bliżej grupki.
- Siema ludzie ! - Krzyknął  tym samym sprawiając, że wszyscy spojrzeli prosto na nas.
Cholera
Zmierzyli Matta i wszyscy sie z nim przywitali. Chłopacy dziwnymi podawaniem dłoni które tyko oni rozumieli a z dziewczynami buziakiem w policzek.
Zaczęłam wiercić dziurę w piasku ze zdenerwowania.
- A to kto? -Spytała blondynka z ślicznymi czekoladowymi oczami i przyjaznym uśmiechem na twarzy.
Od razu ją polubiłam.
Matt westchnął głośno, siadając miedzy nią a jednym chłopakiem w długich włosach, błękitnych oczach  i kolczykiem w dolnej wardze, który na małym palcu kręcił piłkę od  koszykówki .
- To Suz... - Wskazał na blondynkę. - Chris, Vicki, Mike, Zayn, Liam, Reb, Louis, Jess, Niall, Aggie, Jo, Alie i Chris.
O kurwa. To oni?!
Ledwie poznałam swoich starych przyjaciół.
- A to Veronica - Przedstawił mnie.
Suzanne uchyliła buzie ze zdziwienia.
- Veronica ?! Twoja młodsza siostra Veronica ?- Spytała wstając. Szybko podeszła do mnie i nim się obejrzałam byłam w jej objęciach.
- Myśleliśmy, że już nigdy się nie spotkamy. - Oderwała się ode mnie i zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu po czym szeroko się uśmiechnęła.
- Jezu, ale zrobiła się z ciebie laska ! - Krzyknęła a ja zamrugałam zaskoczona. - Boże! i powiedz mi jak ty to zrobiłaś, że tyle schudłaś?
Zagryzłam wargę przypominając sobie dni w szkole, w których byłam wyśmiewana i spychana na bok z powodu mojej wagi. 
Dlatego przestałam jeść.
Nie jadłam przez kilka tygodni. Aż do czasu gdy moja mama zaczęła zauważać.
Zapisała mnie do psychologa mówiąc, że jestem popierdolona i że zapłacę za to, że musiała się zwolnić z pracy.
Ale to nic...
Najgorzej było jak zobaczyła ślady po cięciu.
Wybuchła. Inaczej tego nie mogę nazwać.
Zaczęła mnie bić i krzyczeć, że jestem nienormalna , że jestem chora , że jak chce się zabić to powinnam to zrobić raz a porządnie a nie popisywać się. Płakałam. Tak bardzo płakałam.
Potem wyszła a ja naprawdę miałam ochotę to zrobić. Zabić się...
Czułam się jak śmieć. Jak problem.
Jak wróciła z pracy rozebrała mnie siłą do naga i sprawdzała czy się więcej nie ciełam. Na szczeście nie zauważyła. Tylko te świeże na udach...
Wiecie o co najpierw spytała ? Czy mi się nudzi... Rozumiecie?
W tamtym momencie byłam prawie pewna, że usłyszała jak moje serce zostało rozerwane na kawałki.
Powodem była ona. Ona i Thomas. Miałam dosyć.
W szkole wyśmiewali się ze mnie, w domu traktowali mnie gorzej niż śmiecia, nie miałam przyjaciół, nikogo. Nikogo z kim mogłabym porozmawiać.
Dzięki żyletce zapominałam. Tylko na chwile ale jednak.
Gdy powiedziałam jej prawdę, że przez nich, zaczęła się śmiać a po chwili poczułam mocne uderzenie w lewy policzek.
Nawet nie wiem kiedy zniknęła w innym pokoju. Czułam, że to koniec. Koniec mnie.
Byłam gotowa zabić się czym kolwiek co wpadnie mi w ręce . Nawet własnymi, gołymi rękami.
Po chwili wróciła. W ręku trzymała pas. Gruby, skórzany pas, który kiedyś Thomas miał w wojsku.
Łzy leciały mi po policzkach ale nie płakałam. Po prostu pękłam. Nie miałam siły uciekać a tym bardziej się bronić.
Zaczęła mnie bić.
Biła tak mocno. Wszędzie. Po nogach, rękach, brzuchu, twarzy, a szczególnie na moich jeszcze nie zagojonych ranach.
Krzyczała dużo " I co podoba ci się ból?! Będziesz się jeszcze chlastać?! Jesteś popierdolona! Wybije ci to wszystko z głowy! " Tak bardzo bolało. Ale szczerze mówiąc jej słowa bolały bardziej niż uderzenia.
Nie wiem ile to wszystko trwało. Dziesięć minut? Dwie godziny? Dla mnie wieczność...
Byłam tak zbita ze nie mogłam ruszyć żadnym kawałkiem mojego ciała.
Czułam się bez życia. Dosłownie...
W powietrzu unosił się zapach mojej własnej krwi.
Pozostawiając mnie w końcu powiedziała tylko, że w salonie są rzeczy które mam do jutra wyprasować.
- Veronica !
Zamrugałam kilkakrotnie i spojrzałam na zmartwioną twarz Suz.
- Płaczesz. - Powiedziała z troską wymalowaną na twarzy.
Co ?
Przyłożyłam dłonie do policzków i rzeczywiście były mokre od łez. Wytarłam je szybko i uśmiechnęłam się delikatnie.
- To przez to, że się stęskniłam. - Skłamałam
- Awww - wydymała wargi i przytuliła mnie.
- Poczekaj aż zobaczysz Harry'ego. Powinien być tu za chwilkę. - Powiedziała a moje serce przez chwile zapomniało jak bić.
Harry?
O kurwa !



_________________________________


Przepraszam, że taki krótki. 
Jak myślicie jak będzie wyglądało spotkanie Harry'ego i Veronici ?
Czekam na wasze komentarze ! :)

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 9


- Veronico Mary Anderson! Nie będziesz cały czas siedzieć w domu!
- Ale babciu...
- Nie! Matt! - Zawołała.
Po chwili po schodach zszedł zaspany Matt.
No to nieźle wczoraj zabalował...
Znowu.
Codziennie to samo...
- Hmm - Mruknął przecierając oczy.
- Weź siostrę i idźcie gdzieś. Przecież macie tu znajomych, prawda?
- No, ale... - Przerwał widząc karcące spojrzenie babci. - Okej, możemy gdzieś iść.
Przewróciłam oczami.
Czy naprawdę nikogo nie obchodzi to że ja nie chcę z nim iść?
To prawda . Byłam przez kilka dni w domu ale no bez przesady. To przecież nie przestępstwo.
- Bądź gotowa za dwadzieścia minut.- Burknął Matt wspinając się po schodach do góry.
tak jest , palancie.




Ubrałam krótkie, czarne spodenki z wysokim stanem i białą koszulkę na ramiączkach.
Pamiętny łańcuszek z jaskółką ( którego nigdy nie zdejmowałam ) schowałam w dekolcie bluzki.
Włosy jak zwykle nie chciały mi się układać dlatego spięłam je w wysokiego kocyka pozostawiając  grzywkę która swobodnie opadała mi na jedno oko.
Spojrzałam w lustro.
Jezu.
Musze się pomalować.
Tak więc wzięłam się do roboty.
Nałożyłam korektor na znienawidzone przeze mnie znamię, które miałam tuż obok lewego oka.
Trochę pudru, maskary, balsamu do ust i byłam gotowa.
Zabrałam telefon i słuchawki wsadzając wszystko do kieszeni po czym wyszłam z pokoju.
Na dole czekał już na mnie gotowy Matt.
Ubrany był w błękitny t-shirt, dżinsowe spodnie sięgające odrobinę za kolana i białe vansy.
Szybko założyłam moje czarne vansy i wyszliśmy.
Skręciliśmy w prawo więc domyśliłam się gdzie idziemy.
Przez calą drogę panowała cisza.
No bo o czym możemy ze sobą rozmawiać.
Mówią, że przecież rodzeństwo dogaduję się ze sobą najlepiej.
Gówno prawda.
On nawet nie wie kiedy mam urodziny...
Kocham go ( chyba ) bo to w końcu mój brat ale szczerze mówiąc nie lubię go.
Dziwne, nie?
Ale to prawda.
Nie rozmawiamy ze sobą i unikamy się nawzajem.
Z drugiej strony to dobre, ponieważ nikt nie wchodzi sobie w drogę.
 - Słuchaj - Zaczął Matt zatrzymując sie i stając prze de mną.
Oho, kazanie.
- To co się tam dzieje zostaje tylko w tamtej grupie, zrozumiano?
O ile nikogo nie zabijają to tak.
- Jeśli dowiem się, że komuś nakablowałaś to uwierz mi, że nie będzie przyjemnie.
On naprawdę uważa, że jestem taka?
Po co miałabym coś komuś mówić?
Nie chcąc się z nim kłócić po prostu przytaknęłam.






Rozdział 8

Wieczorem poszłam na taras i usiadłam na bujanym krześle patrząc na zachód słońca.
Naciągnęłam bardziej sweter na raniona, gdyż powoli zaczynało się robić chłodno.
Upiłam łyk herbaty i odstawiłam kubek na stolik a w zamian chwyciłam pamiętnik i pióro które odziedziczylam po dziadku. 


"Dear Diary...
 Mam ci tyle do opowiedzenia, wiesz ?
 Rodzice wysłali mnie i Matta na
 całe wakacje do babci bo sami 'musieli  wyjechać na pieprzone Karaiby.
 W Holmes Chapel jestem już trzeci dzień i szczerze mówiąc mam dosyć. To nie to samo co kiedyś. Kiedyś kochałam to miejsce. A teraz? Wole wracać do domu.Przez tak długi czas chciałam tu wrócić a teraz gdy to się stało, gdy tutaj jestem chce wracać do domu. Dlaczego? Co się zmieniło? Ah no tak... Nie ma tu nikogo... Nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Nikogo z moich dawnych przyjaciół. Z resztą pewnie teraz do nich nie pasuję. Dzisiaj wpadłam na pewnego chłopaka. Nawet nie wiem jak się nazywa. Z resztą nie chce wiedzieć. Jest bezczelny, arogancki i zbyt pewny siebie. Myśli, że może wszystko. Następnym razem się mu postawie. Nie będę tolerować takiego zachowania. Nie lubię takich ludzi. Najlepiej będzie jak będę omijać go szerokim łukiem. A Harry ? Nawet go nie widziałam. Czuje, że jest blisko. Tak cholernie za nim tęsknię. W głowie co chwile odbijają mi się echem słowa babci "on jest niebezpieczny" Przecież nie ma ludzi niebezpiecznych dla otoczenia.prawda? To otoczenie jest niebezpieczne dla nich. Oni się tylko bronią"

- Veronica ? - uslyszalam za sobą wołanie brata.
- Hm ? - spojrzałam na niego oczekując szybkiej odpowiedzi i nie marnowaniu mojego czasu.
- Wychodzę. Niedaleko jest impreza. W razie czego kryj mnie. Wrócę rano.
Przewróciłam oczami.
- Wisisz mi przysługę.
- Jasne. - Zgodził sie po czym wyszedł.
Westchnęłam.
To był właśnie mój problem.
Nienawidzę go i nie powinnam mu pomagać bo on zawsze jest dla mnie wredny.
Ale nie potrafię nikomu odmówić pomocy.
To jedna z moich największych wad.



*



- Kup jeszcze cukier. No i mleko!
- To wszystko? - spytałam po raz setny.
- Tak, chyba tak. Reszta dla ciebie.
Uśmiechnęłam się.
Jak za starych dobrych czasów...
Po zrobieniu zakupów i zapłaceniu wyszłam ze sklepu i poszłam w kierunku domu.
Nagle po drugiej stronie ulicy rzucił mi sie w oczy neonowy napis " TATTOOS "
szybko przebieglam na druga stronę i wpatrywałam się przez szybę jak jeden facet robi innemu tatuaż na prawym ramieniu.
Tak bardzo chciałabym mieć tatuaż.
Ale niestety nie mogę sobie zrobić żadnego. Matka by mnie chyba wydziedziczyła.
Westchnęłam smutno.
- No prosze prosze... Czyżby nasza mała suka chciała sobie zrobić tatuaż? - Od razu rozpoznałam ten zachrypnięty głos.
Odwróciłam sie w stronę chłopaka.
Ubrany był w czarne rurki i biały t-shirt przez który doskonale widziałam jego tatuaże.
- Podoba ci sie to co widzisz ? - Uśmiechnął sie jak rekin.
- Chciałbyś. - Fuknęłam.
Jego uśmiech zniknął.
- Nie tym tonem. - Warknął.
Prychnęłam.
- Dlaczego nie? Kim ty do cholery jesteś żeby mi rozkazywać ? - Odwarknęłam.
Chłopak przez moment wydawał się ... Zdziwiony?
Nie jestem pewna bo po ułamku sekundy jego twarz wypełniła złość.
Rzucił mnie mocno na ścianę a moje plecy przeszył ból.
Syknęłam cicho.
- Słuchaj uważnie dziwko...
- O, teraz awansowałam na dziwkę? - Przerwałam mu na co zacisnął usta w cienką linię.
- Nie przerywaj mi gdy do ciebie mówię.
- Nie. Mów. Mi. Co. Mam. Robić. - Powiedziałam oddzielając każde słowo żeby zrozumiał.
- Będę robić to na co mam ochotę.
W jakim on świecie żyje?
- Zostaw mnie w spokoju. - Fuknęłam omijając go.
Zdziwiłam się gdy mnie nie zatrzymał.
Ale z drugiej strony cieszyłam się z tego powodu.
Ten chłopak był ... Dziwny. Nie, to mało powiedziane.
Ale nie bałam się go chociaż wiem, że powinnam.
Dlaczego się go nie boję?



_________________________________


Pod ostatnim rozdziałem pojawiły się 3 komentarze za które BARDZO dziękuję.
Szczerze mówiąc liczyłam na więcej...
Jest jeszcze jedna sprawa...
Dlaczego się nie poznali, tak?
No cóż... ludzie się zmieniają. 
Macie racje, że nie aż tak bardzo no ale jednak.
Szczególnie Harry...
No a nie poznał Veronici nie tylko dlatego, że się zmieniła ale też dlatego bo najzwyczajniej się jej nie spodziewał. 
W końcu wyprowadziła się.
Dobra nie wiem czy dobrze to wytłumaczyłam czy nie no ale trudno.
Wszystko niedługo się zmieni :)


No i naturalnie czekam na wasze opinie.
I ciuuut więcej komentarzy.
Kolejny niedługo.
Może nawet dzisiaj? 
Zależy od was xD


piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 7

- Dlaczego nie wyjdziesz na dwór?
Spojrzałam na babcię znad mojej książki.
- Bo i tak nie ma tam co robić.- Wzdrygnęłam ramionami.
Babcia zmarszczyła brwi.
- Chcesz to mogę ci znaleźć jakieś zajęcie.
Przewróciłam oczami po czym wstałam.
Dobra, wolę się gdzieś przejść niż wykonywać jakieś głupie pracę w ogródku.
- Chcesz jakieś pieniądze? - Spytała babcia gdy zakładałam moje czarne vansy.
- Nie, dziękuję. Mam swoje. - Powiedziałam wychodząc z domu.
Rozejrzałam się na boki zastanawiając się gdzie iść ale nie miałam żadnego pomysłu.
Park. Mogę iść do parku.
Tak więc skręciłam w prawo w kierunku dużego parku w którym często spędzałam kiedyś czas po szkole nie chcąc wracać do domu gdzie ciągle kłócili się rodzice.
Wyrzuciłam to wspomnienie z głowy i nim się obejrzałam byłam na miejscu.
Porobiłam kilka zdjęć bawiącym się dzieciakom, całującym się parą i kilku wiewiórką.
Pogoda dzisiaj dopisywała. Nie było ani za gorąco ani za zimno. Idealnie.
Szlam wzdłuż alejki podziwiając okolice.
Jej, jak dawno tu nie byłam.
Nagle usłyszałam trzask rozbitej butelki.
- No i co zrobiłeś?!
Odwróciłam się w kierunku z jakiego pochodził dźwięk i zobaczyłam grupkę ludzi w starym skate parku.
- Spoko, odkupie ci. -Zachichotał jeden z chłopaków o blond włosach.
- Nie sam sobie kupie. - Burknął chłopak z kręconymi włosami. Od razu go rozpoznałam. Był to ten sam chłopak którego widziałam wczoraj gdy całował się z tamtą blondynką na przeciwko mojego pokoju. - Chce ktoś coś ze sklepu?
- Fajki.
- Piwo.
- Gumki.
Skrzywiłam się na prośbę jednej z dziewczyn. Nie słuchałam już dłużej ich rozmowy tylko poszłam dalej. Gdy wyszłam z parku zachciało mi się pić więc poszłam do pobliskiego sklepu. Wybrałam szklaną butelkę tymbarka i poszłam do kasy. Po zapłaceniu odwróciłam się i wpadłam na coś. A raczej na kogoś....
Moja butelka spadła i niestety roztrzaskała się.
A niech to.
- Uważaj jak chodzisz, suko. - Warknął chłopak. Żeby spojrzeć w jego oczy musiałam wysoko podnieść głowę.
To ten sam chłopak którego widziałam w parku.
Dopiero teraz mogłam lepiej mu się przyjrzeć.
Miał kręcone włosy które opadały mu na czoło, kolczyk i prawej górnej brwi i dolnej wardze. Był całkiem przystojny gdyby nie ten grymas złości na jego twarzy.
- Przepraszam. - Powiedziałam cicho.
- Rusz dupę. Nie mam czasu. - Burknął popychając mnie na bok i przechodząc do kasy.
- Kutas. - Wymamrotałam. Wzięłam butelkę wody i jeszcze raz stanęłam za chłopakiem do kasy.
Wyszłam ze sklepu chowając portfel do kieszeni. Nagle zostałam mocno popchnięta na ścianę.
Syknęłam gdy ból przeszył moje plecy.
Zobaczyłam przed sobą tego samego chłopaka. Obie ręce położył na ścianie tuż obok mojej głowy abym nie miała żadnej drogi ucieczki. Był tak blisko, że czułam jego ciepły oddwch na twarzy. Wstrzymałam oddech.
- Słuchaj uważnie ty mała suko. - warknął wypalając dziury w mojej twarzy swoim wzrokiem. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy dlatego patrzyłam na jego prawy policzek.
- Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie w podobny sposób to wyprostują ci tą krzywą mordę, rozumiesz?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Odpowiedz !
- Ta...ak - Wyjąkałam
- Nie wiesz kim jestem, prawda? - Spytał a w jego głosie mogłam usłyszeć rozbawienie.
- Nie. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Uśmiechnął się jak rekin.
- Kimś komu TRZEBA okazywać szacunek.
Pokiwałam twierdząco głową na znak, że rozumiem.
- Więc, co się mówi?
- Przepraszam. - Wydyszałam.
Chłopak opuścił ręce a ja szybko ominęłam go szybkim krokiem poszłam do domu.
Kim do cholery jest ten popieprzony dupek?!





_________________________________


Przepraszam, że taki krótki no ale tak wyszło ;)
Proszę aby KAŻDY kto przeczytał zostawił po sobie komentarz. Chociaż jedno słowo.
Chcę tylko zobaczyć ile was jest :)